Email: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Barszcze kaukaskie (Sosnowskiego i Mantegazziego) są inwazyjnymi gatunkami obcymi, zagrażającymi zdrowiu ludzi i zwierząt oraz rodzimej przyrodzie. Ich stanowiska znajdują się na terenie całej Polski, a ich liczba z roku na rok wzrasta. Jak zwalczać i ograniczać występowanie groźnych barszczy ze wschodu? Kogo obejmuje obowiązek zwalczania, jakie obowiązują uregulowania prawne? Okazuje się, że odpowiedź nie jest łatwa.

Obowiązujące w Polsce prawo nie reguluje w sposób zadowalający kwestii zwalczania barszczy kaukaskich. Ustawa o ochronie przyrody, co prawda zabrania wprowadzania do środowiska przyrodniczego oraz przemieszczania w tym środowisku roślin, zwierząt lub grzybów gatunków obcych (w tym barszczy), nie nakłada jednak na właściciela nieruchomości gruntowej, na której występują obowiązku zniszczenia osobników barszczy. Pozwala karać jedynie za świadome ich uprawianie. Ustawa o ochronie roślin natomiast nie nakłada na Państwową Inspekcję Ochrony Roślin i Nasiennictwa (PIORiN) obowiązku obserwacji, identyfikacji i źródła pochodzenia, oceny możliwości dalszego rozprzestrzeniania ani ustalania stref w celu zwalczania barszczy kaukaskich. PIORiN nie może także, w drodze decyzji, nakazać na koszt podmiotu zniszczenia, odkażenia gleby czy zastosowania innych metod oczyszczenia nieruchomości z niepożądanych osobników. Barszcze kaukaskie bowiem nie znajdują się na liście organizmów szkodliwych kwarantannowych. Mamy więc ustawowy pat.

Niektóre samorządy za sprawą własnych uchwał w sprawie zwalczania rośliny z gatunku barszcz Sosnowskiego próbują znaleźć rozwiązanie tego temat, ale są pozostawione same sobie. Co więcej, uchwały miejscowe w tym temacie często zostają zaskarżane przez wojewodów do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego i przyznaje on rację organom województw, uznając uchwały miejscowe za nielegalne. Z uwagi na narastający problem konieczne jest więc stworzenie spójnych i przejrzystych uregulowań i narzędzi prawnych, które nakładałyby obowiązek zwalczania tych gatunków, wspierałyby instytucje i osoby prawne chcące podejmować działania zmierzające do eliminacji tych roślin oraz rozwiązywałyby kwestię odpowiedzialności za szkody powstałe na skutek obecności barszczy kaukaskich na danym terenie.

Do tej pory opryski chemiczne i koszenie to najbardziej rozpowszechnione metody ograniczania ekspansji barszczy. Zasady integrowanej ochrony roślin nakładają jednak obowiązek traktowania metod chemicznych jako ostateczności, gdy inne możliwości zwalczania zawiodą. Z uwagi na katastrofalny wpływ na środowisko naturalne nie są obecnie zalecane. Stosowanie oprysków chemicznych powoduje powstawanie tzw. pustyń herbicydowych, na których w krótkim czasie wyeliminowana zostaje wszelka roślinność, a gleba zmienia swój charakter na wiele lat. Ponadto badania dowodzą, że lawinowo narasta odporność roślin niepożądanych (nie tylko barszczy) na stosowane herbicydy. Środkami chemicznymi najczęściej stosowanymi w Polsce do zwalczania barszczy są te zawierające glifosat. Od jakiegoś już czasu toczą się dyskusje nad wycofaniem tej substancji aktywnej ze stosowania w związku ze szkodliwością dla roślin, organizmów glebowych, owadów, a przede wszystkim człowieka (substancja ma działanie rakotwórcze). Jednocześnie na chwilę obecną brak w rejestracji środków rekomendowanych wyłącznie do likwidacji barszczy, co dodatkowo wprowadza wątpliwość co do legalności stosowania np. Roundupu.

Mechaniczne zwalczanie barszczy jest uważane za najbardziej przyjazne dla środowiska naturalnego. Jednak metody w nim stosowane wiążą się ze znacznym nakładem pracy i wymagają dużej staranności oraz systematyczności. Mogą przynieść bardzo dobre efekty w miejscach, gdzie gatunki występują nielicznie i łatwo do nich dotrzeć. Jest to jednak doraźny sposób ograniczenia ekspansji.

Koszenie nie eliminuje barszczy z siedliska, może jedynie zapobiegać wytworzeniu nasion, a tym samym dalszemu zasilaniu banku glebowego i rozprzestrzenianiu się roślin. Nie wystarczy jedno koszenie. Konieczne jest wielokrotne koszenie w trakcie sezonu wegetacyjnego. Zaniedbanie kontynuacji ścinania barszczy może zniweczyć celowość wcześniejszych zabiegów. Do wykaszania stosuje się dostępne urządzenia tnące (od kos, poprzez wykaszarki ręczne, po duże maszyny), których dobór uzależniony jest od rozmiaru roślin, wielkości płatu oraz łatwości dostępu do stanowiska. Osobniki należy ścinać przed wydaniem nasion, jak najniżej, by nie dopuścić do wydania przez barszcz pędu kwiatowego. Koszenie rozet liściowych we wczesnej fazie jest dużo łatwiejsze niż ścinanie dorosłych osobników (konieczność użycia maczet, siekier). Niezależnie od okresu przeprowadzenia zabiegu ścięte rośliny należy poddać utylizacji.

Innym ze sposobów jest dopuszczenie do wydania nasion przy jednoczesnym zapobieżeniu wysiania przez zastosowanie szczelnych, ale przepuszczalnych dla powietrza, osłon na baldachy. Muszą one zostać założone w trakcie kwitnienia. Z uwagi na rozmiary roślin jest to zabieg wykonywany na pojedynczych osobnikach lub płatach o niewielkim zagęszczeniu. Przez cały okres kwitnienia konieczne jest doglądanie, czy założone osłony nie uległy uszkodzeniu. Jesienią obcina się kwiatostany wraz z osłonami i niszczy.

Następnym sposobem jest ścinanie całych kwiatostanów kiedy mają wyraźnie wykształcone, ale jeszcze niedojrzałe owoce. Wtedy jednak wszystkie ścięte części należy umieścić w szczelnych czarnych workach i poddać utylizacji. Dodatkową zaletą tego sposobu jest to, że pozostała część rośliny zacienia podłoże i nie dopuszcza do wykiełkowania nowych siewek. Kilkuletnie stosowanie tej metody może skutkować zwalczeniem populacji.

Kolejną mechaniczną metodą walki jest przecinanie szyjki korzeniowej. Obumarcie rośliny następuje z braku dostępu do składników odżywczych zmagazynowanych w korzeniu. Przecięcie korzenia ostrym szpadlem należy przeprowadzać 2-3 razy na rok (np. wczesną wiosną i w połowie lata) przez kilka sezonów. Ważne jest miejsce cięcia, zalecane na głębokości 10-25 cm od powierzchni ziemi. Zebranie przeciętych korzeni po wykonaniu zabiegu zwiększa szansę na powodzenie zwalczania. Metoda pracochłonna, zalecana do usuwania pojedynczych osobników lub małych płatów powierzchni.

Wykopywanie roślin znajduje zastosowanie w stosunku do roślin jednorocznych i dwuletnich, ponieważ mają jeszcze słabo rozwinięty system korzeniowy. Można próbować je także wyrywać w całości wraz z korzeniem. Omawiane zabiegi najlepiej przeprowadzić wiosną, kiedy rośliny są jeszcze małe.

Inną metodą walki z barszczami jest ograniczenie dostępu światła wzeszłym osobnikom. Wczesną wiosną, gdy rośliny są jeszcze małe, albo po ich wykoszeniu należy przykryć płat materiałem, który odetnie dostęp promieni słonecznych i będzie na tyle trwały, że zapobiegnie przebijaniu się na wierzch odrastających osobników i kiełkujących siewek. Możliwe do zastosowania są:

  • warstwa ziemi urodzajnej;
  • geowłóknina o gramaturze 100 g/m2, na którą wysypuje się warstwę ziemi, wałuje i wysiewa mieszankę traw (zielone maty po przetransportowaniu można wykorzystać na innych stanowiskach);
  • czarna folia polietylenowa o grubości nie mniejszej niż 100 mikrometrów (wykłada się nią stanowisko młodych osobników albo roślin po skoszeniu) na 1 rok. Po takim czasie rośliny giną, a nasiona tracą zdolność kiełkowania.

Na terenach łatwo dostępnych np. obrzeżach pól skuteczna jest głęboka orka, która nie eliminuje całkowicie osobników barszczy ze środowiska, a tylko ogranicza. Zabieg ten najlepiej wykonać wiosną, kiedy rośliny są małe lub później po wykoszeniu roślin.

Skuteczny wypas owiec, kóz, bydła czy trzody chlewnej może także pomóc w ograniczeniu inwazji barszczy poprzez ich zgryzanie lub buchtowanie terenu. Pamiętajmy, że zwierzęta wolą zgryzać młode rośliny, a dla ich zdrowia istotne jest, by oprócz barszczy pobierały także inny pokarm roślinny. W związku z tym, wypas należy zacząć wczesną wiosną lub później, ale pod warunkiem, że wcześniej zastosowano wykaszanie (zwierzęta pobierają świeży odrost). Uchroni to zwierzęta przed obrażeniami związanymi z toksycznym działaniem barszczy. Najbezpieczniej wypasać zwierzęta o gęstej i ciemnej sierści. Wczesną wiosną można prowadzić wypas intensywny (z większą ilością zwierząt), co znacznie osłabi rośliny. Doświadczenia międzynarodowe wskazują, że dwuletni wypas owiec znacznie ogranicza liczbę roślin, a w ciągu 5 lat tą metodą można całkowicie wyeliminować barszcze. Dodatkowym atutem tej metody jest takie ustabilizowanie składu gatunkowego roślin na wypasanym obszarze, że tworząca się gęsta darń skutecznie utrudnia wschody barszczy z glebowego banku nasion, a przede wszystkim rozwiązuje problem utylizacji roślin.

Niezależnie od wyboru metody zwalczania barszczy kaukaskich zawsze należy zabezpieczyć ścięte rośliny lub ich części, aby nie dostały się w niepowołane ręce i nie stanowiły zagrożenia dla ludzi oraz nie wysiewały się. Ze względu na zawarte w nich toksyny nie mogą być spalane w niekontrolowanych warunkach, ani kompostowane. Według doniesień zagranicznych zaleca się umieszczenie resztek roślinnych w szczelnie zamkniętych czarnych workach, pozostawienie na słońcu przez tydzień, by uschły i przekazanie do utylizacji przez podmiot odpowiedzialny. W Polsce nie ma procedur ani zaleceń dotyczących utylizacji tego rodzaju niebezpiecznego materiału roślinnego. Konieczne jest opracowanie kompleksowych i spójnych rozwiązań, swoistego kodeksu zwalczania Heracleum, zawierających umocowania prawne dot. obowiązku zwalczania, dopuszczalnych metod zwalczania, podmiotów uprawnionych do tego typu działań, wypracowania zasad bezpiecznej utylizacji i jej prawnego obowiązku. Zwalczaniem powinny zajmować się wyspecjalizowane, profesjonalne firmy, które byłyby rozliczane z efektów zastosowanych działań. Na dzień dzisiejszy wydatkowane środki często wyrzucane są w przysłowiowe błoto. Stosowane metody ograniczania, a nie zwalczania gatunków inwazyjnych są często zawodne, bo prowadzone są w sposób niesystematyczny i oparte są głównie na przykoszeniu lub wykonaniu oprysku chemicznego środkami, które nie są zarejestrowane do zwalczania tych gatunków. Na walkę z tymi niebezpiecznymi roślinami powinny być zagwarantowane znaczne środki finansowe umożliwiające realizację długoletniego programu ich zwalczania.

Artykuł przygotowano w oparciu o: Wytyczne dotyczące zwalczania barszczu Sosnowskiego (Heracleum sosnowskyj) i barszczu Mantegazziego (Heracleum mantegazzianum) na terenie Polski”, opracowane przez Fundację „Palący problem – Heracleum” na zlecenie Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska.

W ubiegłorocznym numerze wrześniowego „Poradnika Gospodarskiego” opisałam barszcze Sosnowskiego i Mantegazziego, czyli tzw. barszcze kaukaskie, w aspekcie ich naturalnego miejsca występowania, historii pojawienia się i rozprzestrzenienia w Polsce oraz różnic morfologicznych. Artykuł poniżej odnosi się do ich niekorzystnego wpływu na organizmy żywe, w tym na zdrowie ludzi.

Dlaczego rośliny te są tak niebezpieczne?

Wyglądają dość niewinnie. Poza wysokością, która może budzić pewien respekt (do 5 m), i okazałymi liśćmi oraz baldachami na pierwszy rzut oka nic groźnego sobą nie prezentują. Nie posiadają kolców, cierni, rzepów i mogą się nawet podobać. To przecież do celów dekoracyjnych sprowadzono barszcz Mantegazziego do parków i ogrodów.

Niebezpieczeństwo ukryte jest w soku tych roślin. Zawiera on związki uwrażliwiające skórę ludzi i zwierząt na działanie promieni słonecznych, mogące powodować nudności, bóle głowy, wymioty, urazy oczu. Składnikiem soku są między innymi związki fotosyntezujące zwane psoralenami i stanowią swoistą obronę dla tych roślin przed zjedzeniem przez zwierzęta roślinożerne. Działają szkodliwie w szerokim spektrum, poczynając od bakterii i na ssakach kończąc. Tak szerokie działanie umożliwia mechanizm bardzo łatwego rozpuszczania się psoralenów w tłuszczach, co ułatwia ich szybki transport w organizmach żywych. Do niekorzystnej reakcji może dojść już w ciągu 15 minut. Aktywowane pod wpływem światła psoraleny powodują zniszczenie błon komórkowych i obrzęk. Wilgoć i ciepło, w postaci rosy czy potu, potęgują tę reakcję u ludzi. W upalne dni olejki eteryczne barszczy parują z ich powierzchni i unoszą się w powietrzu. Z tego wynika, że niebezpieczny staje się nie tylko kontakt bezpośredni z rośliną, ale również przebywanie w jej sąsiedztwie. Przy bezpośrednim kontakcie dochodzi do wystąpienia bolesnych pęcherzy i plam na skórze, pojawiających się do 48 godzin od wystawienia części ciała na słońce. Objawy dermatoz (plam, wżerów) mogą utrzymywać się na skórze nawet kilka lat. W skrajnych przypadkach dochodzi do martwicy tkanek i bez interwencji chirurgicznej się nie obejdzie. Sok tych roślin, w połączeniu z promieniami UVA, może mieć także działanie rakotwórcze, dlatego stanowiska barszczy mogą powodować epidemię nowotworów skóry. Omawiany związek występuje również w innych roślinach, lecz w barszczach jego stężenie jest bardzo wysokie i stanowi prawie 4% masy nasion.

Co robić, gdy dojdzie do kontaktu skóry z rośliną lub jej sokiem?

Należy niezwłocznie umyć skórę zimną wodą i mydłem, a następnie chronić ją przez co najmniej 48 godzin przed promieniami słonecznymi. Takie postępowanie jest niezbędne nawet w przypadku, gdy na skórze nie pojawią się żadne objawy!

Jeżeli nie mamy możliwości pozostania w domu i unikania słońca, smarujemy skórę kremem z bardzo mocnym filtrem anty-UV. Jeżeli wystąpi opuchlizna i reakcja zapalna (zaczerwienienie), odczyn alergiczny łagodzimy za pomocą zimnych okładów z wody lub lodu, doustnie stosujemy wapno i leki antyhistaminowe. Najlepszym jednak rozwiązaniem jest wizyta u dermatologa, który najbardziej profesjonalnie zaproponuje odpowiednie leczenie (lekarz pierwszego kontaktu może mieć trudności z postawieniem trafnej diagnozy).

Na kontakt z niebezpiecznymi barszczami narażone są także zwierzęta hodowlane, zwłaszcza o jasnym umaszczeniu. Zdarza się, że u zwierząt łaciatych poparzeniu ulegają tylko jasne fragmenty sierści. Obrażenia, zwłaszcza wymion u krów, są bardzo trudne w leczeniu, stąd opinia, że powinny one zostać przeznaczone na rzeź. Oznacza to ewidentną stratę finansową dla gospodarstwa i po ludzku żal zwierzęcia.

W obliczu takiego niebezpieczeństwa rozejrzyjmy się więc, czy w naszej najbliższej okolicy nie pojawiły się osobniki barszczy kaukaskich. Omijajmy je szerokim łukiem, chrońmy siebie, dzieci i zwierzęta. Sygnalizujmy niebezpieczeństwo zawiadamiając instytucje samorządowe, policję itp. W Wielkopolsce znajduje się prawdopodobnie około 60 stanowisk tych toksycznych roślin. Są to jednak dane mocno przybliżone, dlatego ważne jest zawiadamianie służb o nowych siedliskach.

Wiemy już, jak wyglądają te rośliny, że rozprzestrzeniły się na terenie praktycznie całego kraju, jakie są niebezpieczne. W kolejnym artykule groźne barszcze – możliwe warianty zwalczania.

Przygotowano w oparciu o: „Wytyczne dotyczące zwalczania barszczu Sosnowskiego (Heracleum sosnowskyj) i barszczu Mantegazziego (Heracleum mantegazzianum) na terenie Polski”, opracowane przez Fundację „Palący problem – Heracleum” na zlecenie Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska.

Niezwykle trafionym pomysłem na wymianę doświadczeń są cykliczne spotkania doradców z kadrą krajowych ośrodków naukowo-badawczych. Osobiście miałam okazję i wielką przyjemność uczestniczyć w tego rodzaju spotkaniu w Instytucie Technologiczno-Przyrodniczym w Falentach k. Warszawy. Oprócz doradców z wojewódzkich ośrodków doradztwa rolniczego z całej Polski, w spotkaniu brali udział organizatorzy: przedstawiciele Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz pracownicy Centrum Doradztwa Rolniczego.

Trzydniowe spotkanie było bardzo urozmaicone. Składało się z części wykładowej, wyjazdowej oraz zwiedzania laboratoriów badawczych. W części referatowej poruszono następujące zagadnienia: deficyt wody i potrzeby nawodnień roślin uprawnych w Polsce; nowe wymagania prawa wodnego; założenia programu działań mającego na celu ochronę wód przed zanieczyszczeniem azotanami pochodzenia rolniczego; źródła i rodzaje zanieczyszczeń powietrza z rolnictwa oraz rozwiązania technologiczne i techniczne ograniczające emisję ze źródeł rolniczych; rośliny miododajne i ich znaczenie dla ludzkości; nowoczesne budynki inwentarskie w chowie bydła mlecznego i mięsnego; zagospodarowanie, zastosowanie i skład gnojówki i gnojowicy w oparciu o najnowsze badania prowadzone w Polsce itd.

Mnie szczególnie zaciekawił blok tematyczny prowadzony przez profesora Jerzego Barszczewskiego oraz profesor Barbarę Wróbel, poświęcony użytkom zielonym. Przedstawiono w nim aktualny stan TUZ w kraju, przyczyny degradacji i sposoby ich poprawy, czynniki kształtujące jakość pasz z użytków zielonych oraz innowacyjne rozwiązania do stosowania w pratotechnice. Referaty były ciekawe, mieliśmy także możliwość wymiany poglądów i zadawania pytań.

Drugi dzień był dniem wyjazdowym w dolinę Biebrzy i na Podlasie. Przepiękna pogoda panująca tego dnia dodatkowo wzmocniła doznania wzrokowe. Nie mogliśmy oderwać oczu od przepięknych krajobrazów, które znamy z filmów i zdjęć. Podczas całego przejazdu profesor Wiesław Dembek i profesor Jerzy Barszczewski komentowali mijane miejsca, opowiadali ciekawostki historyczne i anegdoty, co było niezwykle interesujące. Celem naszej podróży było jednak przede wszystkim odwiedzenie Zakładu Doświadczalnego ITP Biebrza oraz gospodarstw demonstracyjnych, z którymi współpracuje Instytut. W Biebrzy zapoznaliśmy się z technologią ograniczenia strat azotu poprzez zakwaszanie gnojowicy stężonym kwasem siarkowym oraz podziwialiśmy wyniki demonstracji z wykorzystaniem prototypu siewnika do szerokopasmowego podsiewu użytków zielonych. Tegoroczne zasiewy, pomimo suszy, prezentowały się niezwykle obiecująco. W zastosowanych mieszankach do podsiewu zastosowano około 30% roślin bobowatych drobnonasiennych, dzięki czemu uzyskano wysokojakościowe pasze bogate w darmowe białko. Kolejnym etapem wyjazdu były wizyty we wzorcowych gospodarstwach w miejscowościach Ciemnoszyje i Racibory. W pierwszym zaskoczyła mnie skala produkcji oraz pełna automatyzacja i robotyzacja, w drugim skala mniejsza, ale niezwykła dbałość o użytki zielone poprzez pielęgnację, nawożenie oraz zastosowanie nowoczesnego podsiewu z wykorzystaniem specjalnie skomponowanej mieszanki w oparciu o krajową hodowlę traw i bobowatych.

W ostatnim dniu pobytu zwiedzaliśmy laboratoria badawcze instytutu oraz uczestniczyliśmy w pokazie filmów instruktażowych nakręconych w ITP Falenty z różnorodnej tematyki, m.in.: robotyzacja w oborze; odnowa i wzbogacanie łąk i pastwisk; uprawa i pielęgnacja warzyw korzeniowych w gospodarstwach ekologicznych; technologia zakiszania runi łąkowej w dużych belach; sztuczne mokradło; spulchniacz obrotowy i agregat uprawowo-siewny itd.

Spotkanie zorganizowane było perfekcyjnie, kadra naukowa przychylna, a doradcy głodni wiedzy. Czego więc chcieć jeszcze? Z naciskiem na jeszcze.

Barszcz Sosnowskiego i barszcz Mantegazziego określa się mianem barszczy kaukaskich, ponieważ naturalnym miejscem ich występowania jest Wielki Kaukaz i Zakaukazie. Wtórny zasięg obejmuje kraje północnej i środkowej Europy oraz Amerykę Północną, gdzie zostały introdukowane, czyli wprowadzone przez człowieka, stopniowo opanowując coraz większe połacie ziemi.

Barszcze te zasiedlają w naszym kraju bardzo różnorodne siedliska: nieużytki, okolice szlaków komunikacyjnych, brzegi cieków i zbiorników wodnych, łąki i pastwiska, pola uprawne i ich obrzeża, siedliska ruderalne, ale także okrajki łęgów, olsów, zarośli łęgowych, młodniki i polany borów sosnowych. Występują w miastach, także w dużych aglomeracjach miejskich, w wyniku włączania w ich granice terenów podmiejskich.

W Polsce barszcze kaukaskie pojawiły się w 1958 roku, kiedy to Ogród Roślin Leczniczych Akademii Medycznej we Wrocławiu rozpoczął doświadczenia z barszczem Sosnowskiego. W Związku Radzieckim prowadzono już zaawansowane badania nad przydatnością tej rośliny do celów paszowych dla zwierząt gospodarskich. W naszym kraju, pomimo niezakończonych badań aklimatyzacyjnych, roślina ta uznana została za gatunek perspektywiczny, wysoko plonujący, wieloletni, nektarodajny. Była propagowana i rekomendowana do uprawy m.in. przez ośrodki doradztwa rolniczego (jako wdrożenia do praktyki rolniczej na podstawie instrukcji opracowanych przez ośrodki badawcze) oraz w środowisku pszczelarzy.

Już po kilku latach okazało się, że nie jest to jednak tak cudowna roślina paszowa jak zapowiadano. Zwierzęta hodowlane niechętnie pobierały tego rodzaju paszę, a mleko i mięso pozyskiwane od bydła posiadało nieprzyjemny zapach i smak. Rośliny okazały się także toksyczne dla ludzi (poparzenia) i zwierząt (poparzone wymiona). W latach 90. zaprzestano masowej uprawy, lecz nie zniszczono wszystkich roślin, które wykazywały silną tendencję do dziczenia. Zaczęły się swobodnie rozprzestrzeniać na terenie całego kraju.

Z kolei barszcz Mantegazziego pojawił się w Polsce w latach 70. i był wprowadzany do parków i ogrodów jako atrakcyjna roślina ozdobna.

O skutkach nieprzemyślanego wprowadzenia gatunków obcych przekonaliśmy się już w latach 90. ubiegłego wieku, kiedy to zaczęło dochodzić do coraz częstszych poparzeń wśród ludzi mających kontakt z tymi roślinami. Początkowo występowały one punktowo w pasie północnym i północno-wschodnim oraz w byłym województwie nowosądeckim. Po 2000 roku okazało się, że występują już na terenie całego kraju. O ile zasięg barszczu Mantegazziego jest w Polsce póki co raczej regionalny, o tyle barszcz Sosnowskiego w szybkim tempie zdobywa coraz to nowsze terytoria, tworząc rozległe łany w dużej liczbie osobników.

W jaki sposób rozprzestrzeniają się te rośliny? Pierwotnie, poprzez nasiona osypujące się wokół rośliny matecznej. Opad ten jest odpowiedzialny za zagęszczanie się płatów oraz przesuwanie ich granicy nawet 10 metrów na rok. Wtórny sposób rozprzestrzeniania polega na przenoszeniu nasion leżących na powierzchni ziemi na dalsze odległości wraz z silnym wiatrem i w ten sposób kolonizowanie nowych terenów. Nośnikiem większej liczby nasion może być także woda (strumienie, rzeki górskie), zwłaszcza gdy osobniki dorosłe porastają brzegi cieków. Ciekawostką jest to, że nasiona w wodzie stojącej mogą pływać do 3 dni zanim zatoną, a w wodzie płynącej około 2 dni. Drogą rozprzestrzeniania się nasion może być transport poprzez: ludzi (przyklejanie się nasion do obuwia i odzieży), zwierzęta (sierść), maszyny, sprzęt rolniczy, samochody oraz poprzez transport gleby, płodów rolnych itp. Odrębnym i trudnym problemem jest utylizacja niszczonych przez ścinanie osobników owocujących lub kompostowanie tych roślin. Nieprawidłowy sposób utylizacji może być również źródłem rozprzestrzeniania się barszczy.

Jak wyglądają te rośliny? Oto ich najbardziej charakterystyczne cechy budowy morfologicznej.

Cechy charakterystyczne Barszcz Sosnowskiego Barszcz Mantegazziego
Wysokość 100-300-450 cm 200-400-500 cm
Łodyga Główny pęd o średnicy do 10 cm, łodyga w przekroju pusta, okrągła i bruzdowata, rzadko owłosiona, żeberkowana, z purpurowymi plamami u podstawy. Główny pęd o średnicy do 10-12 cm, łodyga w środku pusta, okrągła i bruzdowana, górna jej część sztywno owłosiona szczeciniastymi włoskami, dolna rzadko owłosiona, mocno żeberkowana, z purpurowymi plamami.
Korzeń Palowy, nieproporcjonalnie dłuższy w stosunku do nadziemnej części rośliny. Palowy o barwie żółtej do brązowej i długości 40-60-65 cm, podczas kwitnienia osiągający do 15 cm średnicy.
Liście Mniejsze niż w barszczu Mantegazziego o szerokości 100 cm i długości 120-160 cm, pierzastodzielne, najczęściej 3-klapowane, z wierzchu nagie, pod spodem delikatne, niewidoczne gołym okiem włoski. Duże o szerokości 170 cm i długości 50-150-300 cm, trzykrotnie pierzastodzielne, głęboko wcięte, ostro zakończone, z wierzchu nagie, pod spodem wyraźnie odstające owłosienie.
Kwiatostan Główny pęd wytwarza kilka mniej płaskich baldachów, baldach środkowy i poniżej niego mniejsze baldachy dodatkowe o średnicy 30-50-75 cm. Główny pęd wytwarza 5-9 płaskich baldachów, w tym baldach główny i poniżej niego zwykle 8 mniejszych baldachów dodatkowych, o średnicy 20-50-80 cm.
Kwitnienie VI - VIII VI - VII
Owoce Oskrzydlona rozłupnia o kształcie jajowatym lub owalnym, owoce o długości 9-15 mm i szerokości 5-8 mm, powierzchnia owoców gęsto owłosiona. Oskrzydlona rozłupnia o kształcie jajowatym do owalnego, spłaszczona, owoce długości 10-14 mm i szerokości 6-8 mm, powierzchnia owoców naga, rzadko owłosiona.
Nasiona Około 40 000 na 1 osobnika. Około 10 000-50 000 na 1 osobnika.

Jak wynika z tabeli, są to imponujące pod względem rozmiarów i możliwości rozmnażania się rośliny i raczej widoczne i łatwe w identyfikacji. Rozróżnienie tych dwóch gatunków może być jednak utrudnione przez to, że mogą one tworzyć mieszańce.

Wśród gatunków roślin występujących na terenie naszego kraju morfologicznie podobne do barszczy kaukaskich, ale nie tak niebezpieczne, są: barszcz zwyczajny, barszcz syberyjski, dzięgiel leśny, arcydzięgiel litwor, lepiężnik, gunera olbrzymia. Jest kilka istotnych cech różniących ww. gatunki i barszcze kaukaskie, ale najważniejsze z nich to: wielkość całych roślin, liści i kwiatostanów oraz ich właściwości parzące.

Z uwagi na niebezpieczeństwo dla ludzi, zwierząt i środowiska przyrodniczego, barszcze kaukaskie powinny być systemowo i systematycznie likwidowane z terenu naszego kraju. Gdyby było to proste, problemem zajętoby się już wcześniej. Okazuje się, że nie jest to takie łatwe, gdyż nie ma powszechnej wiedzy, jak to robić, czym i kiedy. Nie ma kto tego robić w sposób profesjonalny i zgodny z zaleceniami.

W kolejnych artykułach na ten temat postaram się wyjaśnić: jakie są obecnie dostępne i zalecane metody zwalczania barszczy kaukaskich, jakie są ograniczenia, kto może sfinansować prace związane z likwidacją tych roślin, jak wpływają one na zdrowie ludzi i zwierząt, jakie niebezpieczeństwo stanowią dla środowiska naturalnego.

Artykuł przygotowano w oparciu o Wytyczne dotyczące zwalczania barszczu Sosnowskiego (Heracleum sosnowskyj) i barszczu Mantegazziego (Heracleum mantegazzianum) na terenie Polski opracowane przez Fundację „Palący problem – Heracleum” na zlecenie Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska.

Wydawać by się mogło, że w temacie sporządzania kiszonek z traw przewiędniętych powiedziano już wszystko. Wdrożono do praktyki rolniczej mniej lub bardziej zaawansowane technologie wykorzystujące różnego rodzaju urządzenia. Były już pojedyncze bele owijane folią przy pomocy różnego typu owijarek stało- i zmienno-komorowych, praso-owijarki, prasy silosowe. Okazuje się jednak, że dla myśli konstruktorów, także maszyn rolniczych, nie ma ograniczeń. Nadal można coś usprawnić i ulepszyć.

Nowym rozwiązaniem są maszyny do grupowego owijania bel folią, tzw. owijarki szeregowe. Jest to propozycja tym razem dla dużych gospodarstw oraz firm świadczących usługi rolnicze. Maszyny znajdujące się w ofercie handlowej firm polskich i zagranicznych można podzielić między innymi ze względu na przydatność do owijania bel odpowiedniego kształtu, rodzaj napędu, sposób podawania na stół roboczy.

Znaczna większość oferowanych maszyn może być stosowana do owijania zarówno bel cylindrycznych, jak i prostopadłościennych. Do tej grupy owijarek należą: Hybrid firmy Anderson Group Co., Stretch-O-Matic® 7500/8400/9600 firmy AM Machinery, In-Line Bale Wrapper 652/855/2552/2555/2557 firmy Reeves Manufacturing Ltd., Cube-Line Wrapper 4000 firmy Singer Inc., LW 1266 firmy Frontier Equipment, Tube 2020 firmy Elho. W grupie maszyn przeznaczonych do owijania tylko bel cylindrycznych znajdują się owijarki: Tbk 42 firmy Agronic, LW 1166 firmy Frontier Equipment, NWS-660, NWS-660(E) firmy Anderson oraz Heli-WrapperTM 1500R firmy Reese Agri UFO. Z polskich firm prekursorem tej technologii jest firma SaMASZ, oferująca owijarki Spider*.

*Zakiszanie w dużych balotach lub kostkach

Silosowanie szeregowe dużych bel lub kostek jest bardzo ekonomicznym rozwiązaniem, kiedy trzeba przechować sianokiszonkę z zielonki. Można produkować żywność dla zwierząt w wysokiej jakości, dzięki minimalnym inwestycjom w sprzęt. Pasza jest zamknięta szczelnie w hermetycznie naciągniętej folii.

Ze względu na rodzaj napędu, maszyny do grupowego owijania bel możemy podzielić na jednostki wyposażone w silnik spalinowy lub napędzane przez hydraulikę zewnętrzną współpracującego z nimi ciągnika. Najnowsza generacja tego typu owijarek pozwala na pracę w systemie zautomatyzowanym, który obejmuje również podawanie bel na stół roboczy z zespołem samozaładowczym. Formowanie rulonu z bel, zawierających materiał przeznaczony do kiszenia, zwykle rozpoczyna się i kończy belami ze słomy. Ma to na celu zabezpieczenie przed dostępem powietrza czołowych powierzchni bel rulonu. Nakładanie poszczególnych warstw folii na powierzchnię boczną beli (lub bel) jest poprzedzone dosunięciem jej do uprzednio umieszczonej beli (lub bel) na stole roboczym. Proces owijania realizowany jest w wyniku spiralnego nakładania folii na bele, z których formuje się szereg składający się z bel przylegających do siebie czołowo. Podstawową zaletą takiego sposobu zabezpieczenia bel przed dostępem powietrza jest znaczne zmniejszenie zużycia folii.

Oszczędność folii i czasu

Po zamknięciu końcówki owijarka szeregowa owija bele tylko w obwodzie, podczas gdy owijarki indywidualne owijają końcówki każdej beli. W ten oto sposób udaje się uzyskać oszczędność folii o co najmniej 60%. Tym sposobem skraca się również czas owijania.

Musimy jednak pamiętać o naczelnej zasadzie. Ze złego surowca nigdy nie wyprodukuje się dobrej paszy, nawet stosując najnowsze technologie zbioru i zakiszania.

Wykorzystano:

  1. Prof. dr hab. Janusz Nowak, dr Wojciech Przystupa „Maszyny do grupowego owijania bel folią”. Technia Rolnicza Ogrodnicza Leśna, 1/2014.
  2. Zdjęcia: strona internetowa Firmy SaMASZ.
10 marca 2017

Więcej pastewnych

W siedzibie Centralnego Ośrodka Badania Roślin Uprawnych w Słupi Wielkiej – 14 lutego 2017 r. odbyło się pierwsze posiedzenie Komisji ds. Rejestracji Odmian Roślin Pastewnych w kadencji 2017-2020. Komisja w trakcie posiedzenia pozytywnie zaopiniowała wpisanie do krajowego rejestru 31 nowych odmian pastewnych, w tym 16 odmian bobowatych grubonasiennych, 8 odmian roślin bobowatych drobnonasiennych i 7 odmian roślin wiechlinowatych pastewnych. Oto one:

Bobik

  • Fanfare – odmiana niesamokończąca, wysokotaninowa
  • Julia – odmiana niesamokończąca, wysokotaninowa

Groch siewny

  • Astronaute – odmiana ogólnoużytkowa
  • Olimp – odmiana ogólnoużytkowa
  • Spot – odmiana ogólnoużytkowa
  • Tytus – odmiana ogólnoużytkowa

Łubin wąskolistny

  • Neron – odmiana niesamokończąca, niskoalkaloidowa
  • Roland – odmiana niesamokończąca, niskoalkaloidowa
  • Samba – odmiana niesamokończąca, niskoalkaloidowa

Łubin żółty

  • Puma – odmiana niesamokończąca, niskoalkaloidowa

Soja

  • Erica – odmiana wczesna
  • GL Melanie – odmiana późna
  • Maja – odmiana średnio wczesna
  • Paradis – odmiana wczesna
  • Petrina – odmiana bardzo późna
  • Sculptor – odmiana średnio wczesna

Komonica zwyczajna

  • Bruce – odmiana pastwiskowa

Koniczyna biała

  • Mazovia – odmiana pastwiskowa
  • Silvester – odmiana pastwiskowa

Koniczyna łąkowa

  • Hegemon – odmiana pastewna
  • Himalia – odmiana pastewna, tetraploidalna

Lucerna siewna

  • Nectarine – odmiana pastewna
  • Nutrix – odmiana pastewna
  • Riana – odmiana pastewna

Festulolium

  • Hostyn – odmiana pastewna, średnio wczesna, tetraploidalna, do użytkowania kośnego na łąki
  • Mahulena – odmiana pastewna, bardzo wczesna, heksaploidalna, do użytkowania kośnego na łąki

Kostrzewa łąkowa

  • Hyperbola – odmiana pastewna, diploidalna, średnio wczesna, do użytkowania wielokośnego
  • Tyfonka – odmiana pastewna, diploidalna, wczesna, do użytkowania kośnego polowego

Tymotka łąkowa

  • Etola (d. MHR-PT-0513) – odmiana pastewna, heksaploidalna, średnio wczesna, do użytkowania kośnego polowego

Życica trwała/rajgras angielski

  • Garbor – odmiana pastewna, tetraploidalna, średnio późna, do użytkowania wielokośnego

Życica wielokwiatowa/rajgras włoski

  • Urania – odmiana pastewna, tetraploidalna, późna, do użytkowania kośnego polowego

Dlaczego super?

Jest trawą średnio zwartą, wysoką. Odznacza się dużym udziałem liści w zielonej masie i dużą agresywnością w stosunku do innych gatunków traw i bobowatych. Zielonka jest chętnie zjadana przez zwierzęta, gdyż zawiera dużo cukru i ma dobrą strawność. Ławo się kisi. Jest smakowita.

Po zasiewie rośliny rozwijają się wolno, natomiast w latach użytkowania dają szybki odrost zielonej masy po zbiorze pokosu.

Z korzystnych cech tego mieszańca można wymienić dobrą trwałość, zimotrwałość oraz odporność na suszę.

Jakie ma wymagania?

Pole przeznaczone pod uprawę festulolium powinno być starannie uprawione, wyrównane i wolne od chwastów. Najlepsze do jej uprawy są gleby kompleksów: pszennego bardzo dobrego, pszennego dobrego oraz żytniego bardzo dobrego. Przed założeniem plantacji na glebach silnie zakwaszonych wymagane jest wapnowanie.

Festulolium można wysiewać od wiosny do końca sierpnia, w siewie czystym lub w mieszankach z bobowatymi. Wysiew siewnikiem zbożowym na uprzednio zwałowaną glebę, na głębokość 1,5 cm, w rzędy o rozstawie 15 cm. W siewie czystym norma wysiewu to 40 kg/ha. W mieszankach z lucerną lub koniczyną czerwoną zaleca się wysiew 8-12 kg nasion festulolium (20-30% normy wysiewu).

Przy siewie czystym, przed założeniem plantacji, stosuje się około 50 kg azotu, 80-120 kg fosforu i 100-160 kg potasu na 1 ha (w czystym składniku). W roku pełnego użytkowania nawóz azotowy stosuje się wiosną w ilości 80-100 kg/ha oraz po każdym odroście 40-50 kg/ha. Nawożenie fosforowo-potasowe stosuje się w dwóch terminach, jesienią po zbiorze ostatniego pokosu i wczesną wiosną w ilości 100-120 kg/ha P2O5 oraz 120-160 kg/ha K2O.

Plantacje produkcyjne w roku pełnego użytkowania dają 4 pokosy i aż 30-40% rocznego plonu zielonki przypada na pierwszy pokos. Optymalny termin zbioru pierwszego pokosu przypada na początek fazy kłoszenia festulolium (II połowa maja). Następne pokosy zbiera się co 4-5 tygodni, ostatni pokos najpóźniej – do końca września.

W handlu dostępne są odmiany: Agula, Becva, Felina, Felopa, Lofa, Perun, Perseus, Sulino. Festulolium może być również składnikiem specjalistycznych mieszanek traw z bobowatymi, np. BYCZA TRAWA firmy Rolimpex zawiera oprócz festulolium (20%), życice (trwałą i westerwoldzką), kostrzewę łąkową, tymotkę łąkową, lucernę i koniczynę czerwoną.

Cena festulolium za 25 kg worek waha się w granicach od 412,00 do 472,00 zł brutto.

10 listopada 2016

Niewidoczne a szkodliwe

Tak jak prawie wszystkie rośliny, trawy także atakowane są przez szkodniki, a lista gatunków jest długa. Uchodzą jednak uwadze, gdyż są na ogół drobne i przez rolników często niedostrzegane. Najczęściej spotykane i powodujące największe straty w plonie są następujące agrofagi:

Wciornastki

Występują prawie na wszystkich gatunkach traw pastewnych, uszkadzając liście i pochwy liściowe od wewnątrz bądź wiechy i kwiatostany. Mogą również powodować białokłoskowość. Wysysają sok komórkowy z liści, powodując powstawanie srebrzystych plamek, które brązowieją i zasychają. Żerując na kwiatostanach uszkadzają zarodki nasienne.

Skoczki

Uszkadzają liście przez ich wysysanie i wydzielanie fermentów, które zmniejszają smakowitość trawy i zawartość karotenu. Obniżają produktywność traw i przenoszą wirusy sinej karłowatości roślin.

Mszyce (najbardziej rozpowszechnione)

Powodują żółknięcie pędów i ograniczenie wzrostu. Atakują korzenie, węzeł krzewienia, podstawy źdźbeł, pochwy liściowe, liście i kwiatostany. Na opanowanych częściach roślin powstają drobne plamki i przebarwienia. Mszyce przenoszą wirusy i mogą także powodować białokłoskowość.

Skrzypionka błękitna

Powoduje wyżerki w postaci pasków na górnej stronie liścia. Żerują chrząszcze i ślimakowate larwy. Zazwyczaj atakują trawy pastewne o szerokich liściach (wyczyniec, tymotka, mozga, stokłosa i życice).

Komarnica

Wyrządza znaczne szkody na wilgotnych łąkach i pastwiskach, zwłaszcza torfowych, oraz na plantacjach traw nasiennych. Żerowanie następuje zwykle gniazdowo, a place z obumierającymi roślinami rozszerzają się stopniowo. Liście traw, szczególnie przyziemne, są postrzępione na brzegach, często z brunatniejącymi plamami. Owady podgryzają również pędy, a ich larwy żerują przeważnie nocą. Najbardziej są atakowane: kupkówka, tymotka, kostrzewa, życice.

Pryszczarki źdźbłowe

Larwy żerują nad pierwszym kolankiem od ziemi, powodując żółknięcie źdźbła, zahamowanie wzrostu oraz wypuszczanie zmarniałych kwiatostanów.

Ploniarka i niezmiarka

Powodują znaczne straty gospodarcze. Przez żerowanie w części przyziemnej powodują żółknięcie i zamieranie liści sercowych. Zaatakowane rośliny wykazują skłonność do zbytniego rozkrzewiania się i nie tworzą pędów kwiatostanowych.

Są jeszcze: kłośnica tymotnica, muchówki minujące, kośniczki i sówki, drutowce, nicienie, szpeciele i inne.

No cóż, nie przyglądamy się raczej „co w trawie piszczy”, ale to piszczenie powoduje całkiem realne straty :)

13 października 2016

Fernando – byczek na chwasty

Przeglądając czaty rolnicze spotkałam się z zapytaniami na temat zwalczania chwastów na użytkach zielonych. Co prawda to nie ten moment, ale wiosna przyjdzie szybko i będzie można podziałać w tym zakresie. Uniwersalnym preparatem godnym polecenia jest…

FERNANDO FORTE 300 EC – koncentrat do sporządzania emulsji wodnej w celu zwalczania jednorocznych i wieloletnich chwastów dwuliściennych na łąkach i pastwiskach. Stosuje się go nalistnie wykonując oprysk w odpowiednim terminie.

Jest to preparat systemiczny, pobierany przez liście chwastów i w mniejszym stopniu przez korzenie. Środek wnika najpóźniej w ciągu jednej godziny od zastosowania. Opady deszczu, po tym okresie, nie obniżają jego skuteczności. Pierwszym objawem, jaki możemy zaobserwować po oprysku, będzie zatrzymanie wzrostu chwastów, które następnie ulegają deformacji i zamierają. Objawy działania na chwasty widoczne są po 5-7 dniach od zabiegu, a podczas ciepłej i wilgotnej pogody efekt działania jest szybszy. Natomiast chłodna pogoda opóźnia działanie preparatu, ale nie obniża jego skuteczności. W warunkach długotrwałej suszy albo przymrozków skuteczność działania może ulec obniżeniu.

Chwasty jednoroczne są najbardziej wrażliwe na działanie środka od fazy 2 liści do początku rozety, a chwasty wieloletnie od fazy 6-8 liści (rozeta liści) do fazy początku strzelania w pędy. Wytworzenie przez chwasty, zwłaszcza wieloletnie, dostatecznej powierzchni liściowej w stosunku do ich masy korzeniowej, zapewnia wchłonięcie właściwej ilości preparatu do tkanek.

Użytki zielone zachwaszczone w znacznym stopniu chwastami wieloletnimi oraz z dużą ilością tego typu chwastów w glebie, mogą wymagać powtórnego zabiegu w roku następnym.

Chwasty wrażliwe: babka lancetowata (do 8 liści), gwiazdnica pospolita, krwawnik pospolity, mniszek lekarski, pokrzywa zwyczajna, szczaw zwyczajny.

Chwasty średnio wrażliwe: ostrożeń polny.

Chwasty średnio odporne: jaskier rozłogowy.

Maksymalna dawka preparatu do jednorazowego zastosowania to 2,0 l/ha, zalecana dawka – 1,0-2,0 l/ha. Maksymalna liczba zabiegów w roku – 1. Środek stosować w okresie intensywnego wzrostu traw i chwastów (wiosną). Jeśli ruń została wykoszona lub wypasana, należy odczekać, aż trawy osiągną wysokość około 25 cm. Do oprysku zaleca się 200-300 l wody/ha i średnio kroplisty oprysk.

Ostrożnie z wypasem zwierząt po zastosowaniu oprysku. Zwierzęta można wpuścić najwcześniej po 7 dniach od wykonania zabiegu! W przypadku użytków zielonych, na których występują chwasty uciążliwe, np. szczawie, zwierzęta gospodarskie można wypasać po całkowitym zniszczeniu tych chwastów.

Nie należy bronować i wałować runi do 10 dni przed i 7 dni po zabiegu. Nie kosić runi przez 4 tygodnie po wykonaniu oprysku preparatem, w celu zapewnienia maksymalnego efektu chwastobójczego. Mankamentem zastosowania Fernando 300 EC jest rugowanie z runi roślin bobowatych drobnonasiennych (dawne motylkowate). Ewentualny podsiew tych roślin lub ich mieszanek z trawami (dobrze by było) wykonać po 6 tygodniach od zabiegu.

Środka nie stosować na nowo zasianych łąkach i pastwiskach. Preparatu nie stosować także w temperaturze poniżej 8°C i powyżej 25°C, w czasie nadmiernej suszy, po i przed spodziewanymi przymrozkami.

No to chwasty bójcie się. Cena preparatu waha się od 79,90 do 94 zł/litr.

Opis preparatu na podstawie etykiety.

Gnojówka i gnojowica należą do najważniejszych płynnych nawozów gospodarskich stosowanych w praktyce rolniczej. Są to wartościowe nawozy, a nie ścieki. Jednak przez swój „swoisty” zapach stanowią coraz większą płaszczyznę konfliktu na obszarach wiejskich.

Mieszkańcy dużych miast uciekający od tłoku, smogu i hałasu chętnie kupują działki budowlane w strefie podmiejskiej, na obszarach wiejskich. Decydując się na zamieszkanie na wsi nie biorą pod uwagę niedogodności w postaci zapachów towarzyszących produkcji zwierzęcej i odorów występujących np. podczas stosowania pogłównego nawozów płynnych. W związku z tym interweniują na policji, zgłaszają pretensje w samorządzie gminnym.

Rozwiązanie tego problemu w sposób kompromisowy jest trudne, ale nie niemożliwe. Nawozy płynne dla rolnika to najtańsza forma dostarczenia glebie wielu składników mineralnych oraz możliwość zagospodarowania produktu ubocznego chowu i hodowli zwierząt.

Tak dla przypomnienia. Gnojówka to głównie przefermentowany mocz zwierząt, a gnojowica to mieszanina kału, moczu, wody stosowanej do mycia stanowisk w oborach i chlewniach rusztowych. Dzienna produkcja kału i moczu od 1 sztuki dużej (o masie 500 kg) wynosi 40-50 kg, a roczna 14,6-18,2 ton. Po odliczeniu wody, użytej do mycia urządzeń, roczną produkcję gnojowicy szacuje się na 20 m3 lub ton, a gnojówki na 7 m3.

Bezpieczne zastosowanie tego typu nawozów na łąkach i pastwiskach warunkuje optymalna dawka, terminy stosowania oraz uzupełnienie braków fosforem. Przystępując do nawożenia użytków zielonych gnojowicą powinniśmy kierować się następującymi zasadami:

  • powinna być rozprowadzona równomiernie;
  • ruń nie powinna być pokryta zbyt grubą warstwą;
  • nie należy wywozić gnojowicy za pomocą beczkowozów na gleby podmokłe lub nadmiernie uwilgotnione;
  • trzeba zachować odpowiednie przerwy pomiędzy nawożeniem gnojowicą i koszeniem łąk;
  • na pastwiska nie zaleca się stosowania gnojowicy ze względów sanitarnych.

Gnojówka dobrze przechowywana zawiera znacznie więcej azotu i potasu niż gnojowica. Jest to nawóz azotowo-potasowy, wymaga więc uzupełnienia fosforem mineralnym, najlepiej wiosną w ilości 40-60 kg/ha P2O5 (czystego składnika, który należy przeliczyć na masę nawozu w zależności od rodzaju). Kwasowość gnojówki wynosi od 7,5 do 9,0 pH, co oznacza, że nie zakwasza gleb. Zawarty w gnojówce azot i potas są łatwo przyswajalne przez rośliny.

Roczna dawka nawozu naturalnego na 1 ha użytków rolnych nie powinna przekraczać ilości zawierającej 170 kg azotu całkowitego. W związku z tym, roczna dawka gnojowicy nie powinna przekroczyć 45 m3/ha.

Gnojowicę i gnojówkę na użytkach zielonych stosuje się najczęściej w ilości 25-40 m3/ha/rok. W przypadku maksymalnych dawek zaleca się dzielenie ich na dwie lub trzy części. Najlepiej stosować je wiosną, w końcu marca i w kwietniu, latem w końcu maja i w czerwcu (czyli po pierwszym pokosie) oraz po drugim pokosie (koniec lipca, sierpień). Należy unikać stosowania nawozów płynnych podczas upalnej, słonecznej i wietrznej pogody. Zmniejsza to wykorzystanie przez rośliny azotu zawartego w nawozach. Nawet połowa azotu się ulatnia, powstają nadmierne odory przeszkadzające sąsiadom.

W okresie wegetacyjnym jednorazowa dawka gnojowicy i gnojówki nie powinna przekraczać 15 m3 i wskazane jest rozcieńczenie wodą w stosunku 1: 1.

Zapobiega to poparzeniom roślin, zmniejsza ulatnianie się amoniaku i zwiększa wykorzystanie nawozów. Jesienią rozcieńczanie jest zbędne.

Latem nawozy płynne stosuje się 2 tygodnie po I lub II pokosie, a na pastwisku (tylko gnojówkę) po II, III, lub IV wypasie.

Większe dawki wskazane są na łąkach zubożałych i zdegradowanych, a mniejsze na łąki i pastwiska o dość dobrej runi. Stosowanie zbyt wysokich dawek niesie ryzyko: zachwaszczenia użytku zielonego, zwiększenia ilości niedojadów na pastwiskach, powstanie kożucha utrudniającego rozwój darni na łąkach, rozrzedzenie darni, zaskorupienie gleby, pogorszenie smaku uzyskanej paszy i jej przepotasowania.

By pogodzić interesy rolników, użytków zielonych i sąsiadów, w dobie możliwości pozyskiwania środków pomocowych, warto byłoby zainwestować w ochronę środowiska i stosunki międzysąsiedzkie, zakupując specjalistyczne urządzenia do aplikacji nawozów płynnych bezpośrednio do gleby lub bezpośrednio na glebę. Rynek oferuje wiele takich rozwiązań, które niestety tanie nie są. Pewnie ktoś powie, że to na producencie rolnym spoczywa cały ciężar finansowania. Czy aby na pewno? Środowisko jest naszą wspólną własnością, dlatego powinno nam wszystkim zależeć na jego ochronie. Instytucje odpowiedzialne za ochronę środowiska, zamiast karać, może powinny współuczestniczyć w dostosowaniu gospodarstw do wymaganych standardów, w tym odorowych. Poza tym rolnik nie produkuje dla siebie, ale dla nas - a jeść chcemy, prawda?

Ważne terminy stosowania nawozów naturalnych!

Generalnie nawozy naturalne oraz organiczne, w postaci stałej lub płynnej, powinny być stosowane od 1 marca do 30 listopada, z wyjątkiem nawozów stosowanych do upraw pod osłonami (Rozporządzenie MRiRW w sprawie szczegółowych sposobów stosowania nawozów oraz prowadzenia szkoleń z zakresu ich stosowania, Dz.U. Nr 80 z 2008 r., poz. 479).

Wyjątek stanowią tzw. OSN (obszary szczególnie narażone), gdzie:

  • nawozy płynne naturalne na łąkach i pastwiskach stosuje się od 1 marca do 15 sierpnia,
  • nawozy stałe (obornik, kompost):
    • na łąkach stosuje się od 1 marca do 30 listopada
    • na pastwiskach – od 1 marca do 15 kwietnia oraz od 15 października do 30 listopada.